|
|
| 21-22 luty 2004 roku - wycieczka piesza
|
| | Ta wyprawa była podyktowana tym, iż podjąłem się opieki nad nieletnim szwagrem i jego rówieśnikami, którzy pojechali na weekend do Harcerskiego Ośrodka Wypoczynkowego komendy hufca ZHP Miastko w Bobęcinie, gdzie zjawiliśmy się z Pasztetem.
| | Dzień I - 40 km
|
|
| 9.26 | Kawcze | 0 km |
| 10.15 | Malęcino | 4 km |
| 11.04 | Bobęcino | 8 km |
| 13.14 | Żydowo | 17 km |
| 13.53 | Żydowo - elektrownia | 19 km |
| 15.07 | Kępiny | 21 km |
| 16.08 | Gołogóra | 25 km |
| 16.38 | Dalimierz | 27 km |
| 17.20 | Cybulin | 30 km |
| 20.48 | Bobęcino | 40 km |
O 8 rano spotykam się z Pasztetem na słupskim dworcu PKP skąd o 8.24 odjeżdżamy do Kawcza, a stąd maszerujemy do Bobęcina. Po drodze zatrzymujemy się przy ruinach folwarku, obok których stoi pomnik poświęcony pewnie poległym na wojnie prusko-francuskiej, a z murowanego ogrodzenia spod tynku wystaje tajemnicza tablica z datą 1519. W Bobęcinie meldujemy się w stanicy, jemy drugie śniadanie, zostawiamy zbędny ekwipunek i po 25 minutach ruszamy na trasę. Pogodę mamy dziś całkiem przyjazną, bo jest mroźno i słonecznie, choć czasem wieje nieprzyjemny wiatr. Niebieskim szlakiem idziemy na północny-zachód mijając z lewej północny kraniec jeziora Bobęcińskiego Wielkiego. Przed wsią Głusza napotykamy zbieraczy wikliny,  Porastająca pola wiklina w okolicy wsi Głusza bo rośnie jej tu wiele. Podczas naszej drogi towarzyszy nam wiele ptactwa, a zwłaszcza zięby i sikorki. W Żydowie oglądamy szachulcowy kościół, a następnie udajemy się oglądnąć elektrownię wodną, koło której robimy sobie przerwę obiadową, a po posiłku udajemy się nad jezioro Kwiecko i dalej szlakiem rowerowym docieramy do wsi Kępiny. Po „wydłużającym” skrócie wychodzimy na drogę prowadzącą do wsi Gołogóra, w której zatrzymujemy się na chwilowy odpoczynek. Za wsią natykamy się na sarnę, która nas nie zauważa, a więc  Sarna pośród wikliny koło wsi Gołogóra możliwie najbliżej do niej podchodzę i robię jej zdjęcie. Wieś Dalimierz przechodzimy mijając nieciekawy dwór. Za wsią natykamy się na dwie sarny, które także podchodzę bliżej. Minąwszy jezioro Iłowatka w szarówce docieramy do wsi Cybulin, w której robimy sobie krótką przerwę na posiłek. Lasem dochodzimy do południowego krańca jeziora Bobęcińskie Wielkie i przebijamy się do Bobęcina. Nie mamy latarek, ale na szczęście leży śnieg, a niebo jest maksymalnie usiane gwiazdami. Po drodze z lewej mijamy trzy bunkry. Z czasem drogi zaczynają się gmatwać i powoli zaczynamy się gubić aż w końcu obrana przez nas droga się kończy i lądujemy na zrębowisku. Próbując dotrzeć do jakiejś drogi przebijamy się przez las, a gdy to nie przynosi skutku postanawiamy powrócić na drogę, którą tu przyszliśmy, ale niestety nie mogliśmy już jej odnaleźć, ponieważ w ciemnym i gęstym lesie, w którym się znaleźliśmy było to nie do zrealizowania, czyli się zgubiliśmy. Na pomoc przyszedł nam nieoceniony wynalazek, jakim jest kompas, a ponadto drogowskazem był gwiezdny układ Wielkiego Wozu. W ten sposób znaleźliśmy drogę i mimo wielu jej rozwidleń za każdym razem udało nam się obrać właściwy kierunek.
Po dotarciu do stanicy jemy zupkę, rozmawiamy z nadzorującym placówkę Andrzejem i jego znajomym Hubertem, a następnie gram z szwagra kolegami w karty. Przed pierwszą idziemy już spać.
| | Dzień II - 17,5 km
|
|
| 9.15 | Bobęcino | 0 km |
| 10.09 | Kamnica | 4,5 km |
| 11.05 | Studnica | 7,5 km |
| 12.53 | Okunino | 13,5 km |
| 13.58 | Kowalewo | 15,5 km |
Po śniadaniu pakujemy się i ruszamy w drogę. W Kamnicy przechodzimy koło zabudowań folwarcznych (ciekawy spichlerz z wieżą zegarową) wraz z pałacem, a za wsią oglądam dość duży poniemiecki cmentarz, na którym mimo dewastacji jest jeszcze kilkanaście grobów i parę kamiennych tablic z wyrytymi nazwiskami pochowanych. Dalej docieramy do hodowli ryb w Studnicy, koło której robimy sobie przerwę na drugie śniadanie. W drodze do Okunina przeprawiamy się na rzece Studnicy po prowizorycznej kładce, ponieważ most się rozsypał. Tu natykamy się na skupisko przebiśniegów rosnących koło szczątków po starym młynie umiejscowionym przy ciekawym rozwidleniu tej rzeki. W Okuninie zatrzymujemy się na moment i dalej podążamy do Kowalewic, w których próbujemy złapać stopa, a po dłuższym oczekiwaniu kierujemy się w stronę Słupska by się rozruszać. Po dwóch kilometrach drogi łapiemy okazję i po 16 jestem w domu.
Dziś także mieliśmy słoneczny i mroźny dzień, aczkolwiek przyjemny.
|
Strona główna.
Wszelkie prawa zastrzeżone
Ostatnia aktualizacja 22.2.2004
© 2003-2004 e-mail outsider.tu@wp.pl
| |